Z życia wzięte…

W moim gabinecie/sklepie z  akcesoriami zdrowotnymi   przebywało kilka osób, jedni   oglądali, drudzy kupowali a  kilku czekało na zabieg   świecowania uszu. W tym  momencie przyjechałem. Nie   ogarnąłem całości, chcąc  przygotować się do pierwszego  zabiegu. Moja asystentka Kasia doskonale dawała sobie radę z  tłumaczeniem co jest na co…   Ktoś z oczekujących zapytał   czy  Pan Lewandowicz  (czyli ja), jest lekarzem? Moja asystentka powiedziała- że  ‘’właśnie wszedł Pan Lewandowicz”.  Pytający od  razu wydał mi się inny…,  bo  zaczął zadawać  ‘’dziwne’’  pytania. Od razu wiedziałem,  że jest lekarzem… Później  okazało się,  że czekająca para  ludzi jest zapisana na  ‘’świecowanie uszu’’.  Pan  doktor zapytał mnie dlaczego  to robię? I co to daje? Spytałem: czy Pan jest lekarzem – potwierdził.  Rozpoczęliśmy  krótką konwersację.  Rozmawialiśmy jednak innym  językiem.  Zaproponowałem  mu dyskusję w spokojnym  stylu i innym językiem. Mam  tu na myśli język medycyny naturalnej. Okazało się to   niemożliwe.

W końcu zapytał mnie, bym   wymienił  jakieś a t u t y   – świecowania uszu,  gdy  powiedziałem o jednym (ale,   które wcale nie uważam za   najważniejsze) –  odwrócił się  na pięcie  i  zdecydowanie  powiedział-  dziękuję. To był  cios dla mnie,  dlaczego  ?

  • Kochani Państwo lekarze,   my normalni naturoterapeuci i  ja osobiście Was  bardzo    kocham i uważam! Bo to Wy  jesteście  autorytetami –  gdy   chodzi o zdrowie…  Ale nie   zapominajcie o medycynie   naturalnej,   która  w  żadnym stopniu nie podważa waszej   o g r o m n e j  wiedzy, którą   zdobyliście na trudnych   studiach.

*jako poważny  naturo- terapeuta z ponad 42- letnim   doświadczeniem, byłbym głupi,  gdybym negował medycynę akademicką.

Uważam,  że obie powinny ze  sobą współpracować! Zawsze tak myślałem.

Udostępnij

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *