Opublikowano wrzesień 18, 2015
Z życia wzięte…
W moim gabinecie/sklepie z akcesoriami zdrowotnymi przebywało kilka osób, jedni oglądali, drudzy kupowali a kilku czekało na zabieg świecowania uszu. W tym momencie przyjechałem. Nie ogarnąłem całości, chcąc przygotować się do pierwszego zabiegu. Moja asystentka Kasia doskonale dawała sobie radę z tłumaczeniem co jest na co… Ktoś z oczekujących zapytał czy Pan Lewandowicz (czyli ja), jest lekarzem? Moja asystentka powiedziała- że ‘’właśnie wszedł Pan Lewandowicz”. Pytający od razu wydał mi się inny…, bo zaczął zadawać ‘’dziwne’’ pytania. Od razu wiedziałem, że jest lekarzem… Później okazało się, że czekająca para ludzi jest zapisana na ‘’świecowanie uszu’’. Pan doktor zapytał mnie dlaczego to robię? I co to daje? Spytałem: czy Pan jest lekarzem – potwierdził. Rozpoczęliśmy krótką konwersację. Rozmawialiśmy jednak innym językiem. Zaproponowałem mu dyskusję w spokojnym stylu i innym językiem. Mam tu na myśli język medycyny naturalnej. Okazało się to niemożliwe.
W końcu zapytał mnie, bym wymienił jakieś a t u t y – świecowania uszu, gdy powiedziałem o jednym (ale, które wcale nie uważam za najważniejsze) – odwrócił się na pięcie i zdecydowanie powiedział- dziękuję. To był cios dla mnie, dlaczego ?
-
Kochani Państwo lekarze, my normalni naturoterapeuci i ja osobiście Was bardzo kocham i uważam! Bo to Wy jesteście autorytetami – gdy chodzi o zdrowie… Ale nie zapominajcie o medycynie naturalnej, która w żadnym stopniu nie podważa waszej o g r o m n e j wiedzy, którą zdobyliście na trudnych studiach.
Najnowsze komentarze