Zostaw komentarz
Zaktualizowano czerwiec 16, 2015
Nie traćmy natury z horyzontu
Mam jeszcze takie wspomnienia a raczej refleksję, która powinna obudzić tych, którzy uważają, że uprawianie roli jest mało ważne, że ROLNICTWO to przestarzałość. Musimy być nowocześni bla bla bla…
Tak mówiło większość polskich specjalistów z tytułami – biorąc za ten bełkot duże apanaże!
Otóż na rolnictwo, które żywi w Unii Europejskiej, przeznacza się większość funduszy. A u nas przez kilkanaście lat próbowano pomniejszyć do 0 jego rolę, co dzieje się do dzisiaj. Tak OMAMIANO społeczeństwo, że to branża nie istotna, żywność możemy zakupić, dostaniemy ją – ale skąd? Kupimy owszem, ale ktoś za nas ją wytworzy. Rodzimego rolnictwa nic nie zastąpi. Plastików też nie możemy spożywać. Nie należy liczyć na żywność z Ameryki Południowej bo jest genetycznie uwarunkowana albo sztuczna.
Mieszkałem we Frankfurcie nad Menem, w Niemczech pięknym kraju zachwycony wówczas techniką, rozwojem i myślą jak to my jesteśmy zacofani, bo u nas jeżdżą jeszcze furmanki. Zostałem zaproszony na spotkanie z NATURĄ kilkadziesiąt kilometrów za Frankfurtem w szczerych polach pokazały się ogromne parkingi z setkami samochodów. Po przekroczeniu kilkuset metrów pieszo – wszedłem w inny świat ogrodzony dyskretnie a w nim: kury i koguty, odgłosy gdakania. Zaszczytem było wejść w kurze odchody, ćwierkania, rżenia i muczenia. „Wymyślony świat”, do którego przyjeżdżali by się odprężyć i uciec od zagonionego świata bankowych biuralistów. Kupienie naturalnie upieczonego chleba, warzyw z ogródka, jaj naturalnego chowu i innych wyrobów rolniczych jeszcze ciepłych stało się zatem luksusem dla dorosłych a ich dzieci choć raz w życiu mogły zobaczyć jak wygląda kura i krowa.
Pisząc powyższe wspominam jak przed 35 laty mieszkałem we Frankfurcie nad Menem – mieście finansjery i banków. Pięknym mieście i okrutnym dla biednych. Jak to w takich miastach bywa. Często spacerowałem po jego city i próbowałem odgadnąć, jako wolny człowiek, nieźle sytuowany jak potęga tej aglomeracji wpływa na takiego robaczka jak ja. Ciągle widziałem wielkość z której byłem dumny, bo przecież tu mieszkałem i zarabiałem. Chodziłem po imponujących pasażach, pośród pięknych wysokościowców głównie bankowych i nachodziły mnie myśli, od których próbowałem uciekać: „co ci po tym”, „budynki są piękne, ale niefunkcjonalne dla takich jak ja. Przecież ja nawet nie mogę do nich wejść jako normalny człowiek…” Raz nawet udało mi się, podstępem wejść do takiego wieżowca bankowego, znaleźć się na jego szczycie, bo powiedziałem sobie, że MUSZĘ i zobaczyłem z góry panoramę Frankfurtu… Zaraz potem zostałem sprowadzony przez ochronę do parteru i uprzedzony bym więcej tego nie próbował. Spacerowałem później wśród tych gigantów mając refleksję zwyczajnego przechodnia: „Żyję w potężnym mieście, ale co mi z tego? Nawet nie mam prawa wejść na ostatnie piętro wieżowca, z którego powinienem być dumny”.

Możesz pytać, pisać, komentować. Chętnie odpowiem na wszystkie pytania!
Najnowsze komentarze